| Rozmowa z Rafałem Wójcikiem – trenerem Orląt Radzyń - Dziś obserwowaliśmy aż czterech zupełnie nowych zawodników, do zespołu dołączają regularnie kolejni gracze. To jeszcze nie koniec testów? Można spodziewać się jeszcze kogoś oprócz piłkarzy przybyłych dzisiaj na sparing? - Zobaczymy, będziemy się dopiero przyglądać tej grupie. Muszę się nad tym wszystkim jeszcze głębiej zastanowić i rozważyć, jaka będzie przydatność tych ludzi, jakich zawodników, na jakie pozycje i o jakich parametrach będziemy potrzebować. Taktykę i system gry zespołu będę dopasowywał do ludzi, których będę miał w drużynie. Jeśli będą to w większości zawodnicy o niskim wzroście, będziemy grać innym stylem, jeśli będą o lepszych predyspozycjach fizycznych – jeszcze troszeczkę innym. To wszystko będę się starał dostosować, wkomponować w naszą grę. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, czy dana osoba pasuje do koncepcji, czy nie. Na razie to jest faza nawet nie tyle testów, co docierania się, kształtowania drużyny. Na konkrety przyjdzie jeszcze czas.
- Czyli nie można jeszcze powiedzieć, że jest pan przekonany do kogoś na tyle, żeby stwierdzić: “tego zawodnika chciałbym na pewno mieć w Orlętach”? - Jeśli chodzi o umiejętności tych ludzi, którzy tutaj są, ja jestem do nich przekonany. Tyle tylko że kwestia umiejętności jest dla mnie ważna, lecz mniej istotna niż kwestia dopasowania się do przyszłego stylu i systemu gry Orląt. Ci wszyscy, którzy byli, praktycznie zdali egzamin, ale ja będę jeszcze szukał. Nie możemy absolutnie spocząć na laurach, ja ciągle będę szukał nowych rozwiązań, nowych koncepcji. Takich koncepcji, które nam pomogą w utrzymaniu się w III lidze. -Wiadomo, dziś trudne warunki i trudno o daleko idące wnioski, ale jak oceniłby pan postawę zespołu w stosunku do jego gry w dwóch poprzednich sparingach? Jest zauważalny postęp? - Każdy mecz jest tak naprawdę odzwierciedleniem tego, co na daną chwilę można grać. Postęp? Uważam, że jakiś tam jest, ale tak naprawdę przed każdym meczem nakreślamy sobie jakieś założenia i ja wymagam od zawodników tylko stuprocentowej realizacji tych założeń. Zdaję sobie oczywiście sprawę z warunków, w jakich przychodzi nam grać i też biorę na to poprawkę. Przeciwnikowi przychodzi jednak grać w takich samych, a zatem szanse są zawsze wyrównane. Wracając do kwestii postępu w grze – tak jak wspomniałem, jakiś tam jest, szczególnie pod względem gry obronnej, zakładania stref pressingu. Zawodnicy już gdzieś tam to powoli czują, ale my nie mamy warunków, żeby to wszystko tak porządnie przetrenować. Żebym ja godzinami to tłumaczył i rysował na tablicy, to nie jest to to samo, jakbym dokładnie pokazał zawodnikom na boisku. Gdy wezmę jednego i drugiego zawodnika za ramię, pokażę co i jak i to przećwiczymy, to dopiero wtedy będzie można powiedzieć, czy piłkarze to naprawdę zrozumieli. Jak na razie oceniam to jednak pozytywnie i uważam, że jakiś postęp na pewno jest. Tak do końca nie jestem jednak nigdy zadowolony. Zadowolony będę, gdy się utrzymamy w lidze albo np. ogramy Legię Warszawa (śmiech). Natomiast teraz to jest wyłącznie etap wstępny.
- Wyzwanie jest duże, ale trzeba je podjąć. Zawodnicy podchodzą do obowiązków ze sporym entuzjazmem, trwa rywalizacja o miejsca w zespole… Jak na razie widać całkiem sporo pozytywów, są chyba powody do umiarkowanej radości. - Ja się cieszę, oczywiście. Przede wszystkim chcę u chłopaków wykorzenić tę typowo polską mentalność, taką minimalistyczną. Oni muszą wierzyć, że można zrobić naprawdę coś wielkiego. W tym momencie jesteśmy na samym dnie, wszyscy to wiedzą. Podnieść się z tego będzie – po pierwsze – dużą sztuką, po drugie zaś udowodnieniem czegoś wszystkim tym, którzy nas skazują na pożarcie. W tym momencie tak naprawdę nie mamy już nic do stracenia. My nie walczymy o życie, walczą o nie zespoły, które mają 16-20 punktów. One muszą ciułać te punkty, grają pod presją walki o utrzymanie, a my nie mamy żadnej presji. Jeśli jednak zaczniemy zdobywać punkty, ta presja z meczu na mecz będzie się stawać coraz większa. Nad radzeniem sobie z nią również zamierzam pracować. - Paradoksalnie, jest to dość komfortowa sytuacja. Nic pan nie musi, pan tylko może i to z pewnością pomaga w pracy. - To właśnie miałem na myśli. Oby zatem nasza praca zaowocowała sukcesami..
|